Kuracjusze przed pijalnią wód mineralnych w Morszynie, 1939 rok (Fot. Marian Jędryk / Biblioteka Cyfrowa UMCS)
Do Morszyna nie przyjeżdżało się po wielkie widoki. Nie było tu przełomu Prutu jak w Jaremczu ani rozgrzanych słońcem brzegów Dniestru jak w Zaleszczykach. Nie było też Naftusi, której osobliwy smak stał się legendą Truskawca. Morszyn miał własną specjalność. Gorzko-słoną wodę.
Piło się ją według zaleceń lekarza, brało kąpiele solankowe i borowinowe, spacerowało po lesie, a pomiędzy jednym zabiegiem a drugim spotykało znajomych, słuchało orkiestry albo siadało z książką. Jeszcze na początku lat dwudziestych było to niewielkie zdrojowisko. Kilkanaście lat później budowano tu reprezentacyjny Dom Zdrojowy, nowe łazienki, pijalnie, kanalizację i całe dzielnice pensjonatów. Morszyn miał stać się jednym z najnowocześniejszych uzdrowisk II Rzeczypospolitej. Nie zdążył.
To ostatni tekst z cyklu „Tam, dokąd jechała cała Polska. Reportaże z wakacyjnej mapy II Rzeczypospolitej” – opowieści o miejscach, w których przedwojenna Polska odpoczywała, leczyła się, bawiła i budowała własne wyobrażenie nowoczesnych wakacji.
Najpierw była sól
Historia Morszyna jako uzdrowiska zaczęła się jeszcze w czasach austro-węgierskich. W latach siedemdziesiątych XIX wieku majątek kupił lwowski przedsiębiorca Bonifacy Stiller. Początkowo myślano przede wszystkim o stworzeniu zakładu dla osób cierpiących na choroby płuc. Okolica miała wszystko, czego oczekiwano wówczas od miejscowości leczniczej: lasy, czyste powietrze, spokój i łagodny podkarpacki krajobraz.
W 1878 roku rozpoczęła się zorganizowana działalność lecznicza. Szybko okazało się jednak, że największy skarb Morszyna nie znajduje się w powietrzu, lecz pod ziemią. Badania miejscowych źródeł wykazały obecność silnie zmineralizowanych wód słono-gorzkich. Źródła otrzymały imiona: „Bonifacy”, „Magdalena” i „Bronisław”. Niedługo później odkryto także borowinę. W 1880 roku Morszyn oficjalnie stał się zdrojowiskiem solankowo-borowinowym. Zaczęto sprzedawać sól morszyńską, a od lat osiemdziesiątych XIX wieku również wodę w butelkach.
Woda ze źródła „Bonifacy” należała do wyjątkowo silnie zmineralizowanych. Przedwojenni autorzy porównywali ją z wodami znanych europejskich uzdrowisk – Karlsbadu, Marienbadu czy Franzensbadu. Morszyn nie musiał więc mieć wielkiego wodospadu ani południowego słońca. Jego reklamą była chemia.
I z czasem nazwa miejscowości zaczęła podróżować znacznie dalej niż sami kuracjusze. Sól morszyńską i wodę można było kupić poza uzdrowiskiem, w aptekach i drogeriach. W prasowych reklamach zachwalano je jako środek stosowany przy dolegliwościach przewodu pokarmowego i zaburzeniach przemiany materii. W latach trzydziestych oferowano już nie tylko sól krystaliczną i naturalną wodę gorzką, ale także gazowaną wodę stołową sprzedawaną pod nazwą „Morszynka”. Kurort stał się marką, którą można było zabrać ze sobą do domu.
Pociąg wysadzał kuracjuszy niemal pod parkiem
Morszyn leżał niedaleko Stryja, przy linii kolejowej prowadzącej w stronę Stanisławowa. To miało ogromne znaczenie. Kuracjusz nie musiał godzinami przedzierać się dorożką przez góry. Po wyjściu z wagonu znajdował się właściwie u bram zdrojowiska.
Jeszcze na początku XX wieku nie był to jednak kurort mogący konkurować rozmachem z Truskawcem. Pierwsza wojna światowa dodatkowo zahamowała jego rozwój. W okolicy toczyły się walki, przez park i las przebiegały okopy, a zabudowania zostały uszkodzone.

Wnętrze pijalni wód mineralnych „Grzybek” w Morszynie, 1938 rok (Fot. spadok.org.ua)
Dopiero w 1921 roku, po kilkuletniej przerwie, zakład ponownie zaczął przyjmować gości. Doprowadzono wtedy wodę ze źródła „Bonifacy” bezpośrednio do części uzdrowiskowej. Odtąd kuracjusze nie tylko kupowali morszyńskie produkty, lecz także pili wodę na miejscu. Pojawiła się pijalnia. Zainstalowano elektryczność. Rosła liczba pensjonatów.
Lekarz wyznaczał rytm dnia
W Morszynie kuracja wymagała pewnej dyscypliny. Wody nie należało pić przypadkowo. Lekarz określał jej ilość, sposób przygotowania i porę. Mocno zmineralizowana solanka była środkiem leczniczym, nie napojem, którym gasiło się pragnienie po spacerze.
Kuracjusz zaczynał więc dzień od zaleconej porcji. Potem przychodziła kolej na kąpiele. Do dyspozycji były kąpiele solankowe, borowinowe i zabiegi wodolecznicze. W latach trzydziestych rozbudowano łazienki, urządzono wziewalnię i nowe zaplecze lecznicze. Morszyn miał być miejscem, w którym naturalne bogactwa przestają być ludową ciekawostką, a stają się częścią nowoczesnej medycyny uzdrowiskowej.
Ale podobnie jak w Truskawcu leczenie szybko mieszało się z wypoczynkiem. Po zabiegach szło się do parku. Alejki prowadziły między drzewami, dalej zaczynały się łąki, pola i las. Można było usiąść na ławce, czytać, rozmawiać albo po prostu czekać na następną wizytę w pijalni.
Była orkiestra zdrojowa. Były koncerty i dancingi. Działała czytelnia i wypożyczalnia książek. Można było grać w tenisa, słuchać radia albo wybrać się na wycieczkę w stronę Karpat. Tak jak w innych przedwojennych uzdrowiskach, życie towarzyskie zaczynało się tam, gdzie kończyła się recepta.
W pijalni widywano codziennie te same osoby. Po kilku dniach rozpoznawało się twarze z sąsiedniego pensjonatu. Po tygodniu wiedziało się już, kto przy którym stoliku siada po kolacji, kto spaceruje zawsze tą samą alejką, a kto pojawia się dopiero wieczorem, gdy zaczyna grać muzyka. I być może właśnie to stanowiło część jego uroku.
Białe wille na łąkach
Największa przemiana zdrojowiska rozpoczęła się po 1932 roku, kiedy Towarzystwo Lekarzy Polskich przejęło bezpośrednie zarządzanie zdrojowiskiem. Zaczęto budować szybko i z rozmachem. Powstała nowa pijalnia, rozbudowano łazienki solankowe, w 1935 roku oddano nowe łazienki borowinowe. Porządkowano park i las, wytyczano alejki, zakładano trawniki i kwietniki. Jednym z ludzi odpowiadających za nowy kształt Morszyna był lwowski architekt Wawrzyniec Dayczak, który zajmował się zarówno pojedynczymi budynkami, jak i planowaniem przestrzeni zdrojowiska.

Łazienki borowinowe w Morszynie, lata 30. XX wieku (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Morszyn coraz mniej przypominał przypadkowo rozbudowaną osadę, a coraz bardziej zaprojektowane od podstaw uzdrowisko. Pensjonaty wyrastały po obu stronach części zdrojowej. Powstawały nowe ulice. Budowano wodociąg i kanalizację, rozprowadzano elektryczne oświetlenie, asfaltowano drogi. Planowano kolejne obiekty. Morszyn nie czekał już na kuracjuszy. Przygotowywał się na tłumy.
Dom, który miał zmienić wszystko
Największym symbolem ambicji Morszyna stał się Dom Zdrojowy. Jego budowę według projektu lwowskiego architekta Mariana Nikodemowicza rozpoczęto w połowie lat trzydziestych. Gmach miał być reprezentacyjnym centrum kurortu – miejscem leczenia, wypoczynku i życia towarzyskiego. Otwarto go 3 lipca 1938 roku.
Przedwojenna prasa opisywała uroczystość z rozmachem. Do Morszyna przyjechali przedstawiciele władz, świata nauki i środowisk lekarskich. Goście wysiedli z pociągu, przeszli przez uzdrowisko, zwiedzali nowy budynek i łazienki. Morszyn chciał tego dnia pokazać, że nie jest już prowincjonalnym zdrojem. Dom Zdrojowy kosztował około dwóch milionów złotych. Wnętrza zdobiły marmury i alabaster. Była restauracja i sala dancingowa. Dzięki nowemu obiektowi można było po raz pierwszy zorganizować sezon zimowy, a uzdrowisko miało działać już przez dziewięć miesięcy w roku.
Planowano salę teatralną i koncertową, halę targową, dom handlowy, nową pocztę, rozbudowę dworca, pensjonat Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, szpital wojskowy i kąpielisko ze sztucznymi plażami. Patrząc na plany z końca lat trzydziestych, łatwo odnieść wrażenie, że budowano nie tyle uzdrowisko, ile całe nowe miasto.
Lato, po którym nie było następnego sezonu
W 1939 roku Morszyn był młodym kurortem w chwili największego rozpędu. Dom Zdrojowy miał zaledwie rok. Nowe inwestycje dopiero zaczynały działać. Projektowano dalszą rozbudowę. Pensjonaty przygotowywały pokoje. Pijalnie czekały na kuracjuszy. Jeszcze można było rano wypić wodę, później pójść na kąpiel borowinową, po południu przejść przez park, a wieczorem zatańczyć w Domu Zdrojowym.
Wszystko wskazywało na to, że za kilka lat Morszyn będzie większy, nowocześniejszy i jeszcze bardziej znany. Wrzesień 1939 roku unieważnił te plany.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej miejscowość znalazła się w granicach Związku Sowieckiego. Prywatne pensjonaty zaczęto podporządkowywać nowemu systemowi. Kolejna okupacja, tym razem niemiecka, przyniosła represje, śmierć mieszkańców i zniszczenia. Wojna zakończyła świat, którego częścią były wille, dancingi, lekarze zdrojowi i letnicy przyjeżdżający z walizkami na kilka tygodni.
Po 1944 roku Morszyn już nie wrócił do Polski. Wrócili natomiast kuracjusze.
Woda została
W okresie sowieckim uzdrowisko rozbudowano na znacznie większą skalę. Powstawały sanatoria i nowe obiekty lecznicze, a Morszyn stał się znanym ośrodkiem uzdrowiskowym w całym Związku Sowieckim.

Centralna pijalnia wód mineralnych w Morszynie, zbudowana w okresie powojennej rozbudowy uzdrowiska (Fot. karpaty.rocks)
Zmieniła się architektura. Zmienił się system. Zmienili się goście. Nie zniknęło jednak to, od czego zaczęła się cała historia. Woda.
Dzisiejszy Morszyn, ukraiński Моршин, nadal żyje wokół źródeł. To niewielkie miasto w obwodzie lwowskim, otoczone lasami przedgórza Karpat. Współczesna gmina morszyńska obejmuje także kilkanaście okolicznych miejscowości, ale jej centrum pozostaje kurort. Nadal przyjeżdża się tutaj na leczenie uzdrowiskowe, do sanatoriów, na zabiegi i po mineralną wodę.
Kuracyjny rytuał również niewiele się zmienił. Wciąż prowadzi do pijalni. Morszyn pozostaje uzdrowiskiem wyspecjalizowanym przede wszystkim w leczeniu schorzeń układu pokarmowego i zaburzeń przemiany materii. Wykorzystuje się między innymi wodę ze źródeł oznaczonych numerami 1, 4 i 6, a oprócz kuracji pitnej stosowane są kąpiele mineralne, zabiegi wodolecznicze i fizjoterapia.
Przetrwał również dawny Dom Zdrojowy – jeden z najważniejszych symboli przedwojennego Morszyna. Dziś działa pod nazwą „Marmurowy Pałac”. Nadal stoi przy Placu Parkowym, wśród zieleni kurortu, i nadal przyjmuje gości. W budynku funkcjonuje obecnie kompleks hotelowo-uzdrowiskowy z centrum medycznym i SPA.

„Marmurowy Pałac” w Morszynie – dawny Dom Zdrojowy otwarty w 1938 roku (Fot. vsisanatorii.com.ua)
Przed wojną morszyńską sól i wodę można było znaleźć w aptekach. Dzisiaj „Morszyńska” należy do najbardziej rozpoznawalnych ukraińskich wód butelkowanych. Zakład w Morszynie, którego początki współczesnej działalności sięgają połowy lat dziewięćdziesiątych, rozlewa wodę na przemysłową skalę. Woda, po którą dziewięćdziesiąt lat temu trzeba było przyjechać pociągiem do niewielkiego zdrojowiska pod Stryjem, stoi dziś na półkach sklepów w całej Ukrainie.
Historia zatoczyła więc osobliwe koło. Morszyn miał wypromować swoją wodę. Ostatecznie to woda wypromowała Morszyn.
Opracowała Karolina Szostak
